piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 9

       Wiadomość o zniszczonych rzeczach wstrząsnęła mną i dziewczynami. Żadna z nas w to nie wierzyła. Jechaliśmy w stronę stacji, mój kierowca jechał bez przerwy miałam wrażenie że on nie mruga.
        Dotarliśmy na mjesce. Na parkingu stacji było od zajebania radiowozów, a straż pożarna dopiero odjechała. Wysiadłam z auta i pognałam do pana dyrektora stojącego obok policyjnej furgonetki. Do moich nozdrzy docierał zapach benzyny i spalenizny a popiół przyklejał mi się do butów. Dobiegłam do dyrektora i zaczełam go wypytywać
- Co tu się stało? Jak do tego w ogóle doszło?- spojrzał na mne ze współczuciem w oczach
- Ktoś włamał się do waszego pokoju i wszystko wyniósł. Tylko nikt nie wie jak.- opanowanie się od uderzenia go było trudne
- Może ktoś z uczniów to zrobił. Mogę już nawet podać panu nazwiska- uśmiechnął się
- Rzeczy zostały wyniesione podczas zajęć. Więc musiał to być ktoś z zewnątrz- jego stoicki spokój mnie dobijał
- Fajna mi najlepsza szkoła na świata jak nawet nie umiecie dopilnować by nikt nie wchodził na teren.- stojący za dyrektorem sierżant odchrząknął i powiedział
- Panno Knowels z tego co nam wiadomo ucierpiały głównie pani rzeczy.- nie no ja umrę
- Że co do cholery? Chcecie mi powiedzieć że jakiś popierniczony człowiek, wbił do naszego pokoju i wyczyścił tylko moją szafę?- chwila... To nie był człowiek, to musiał być któryś z upadłych albo Zofia została Batmanem
- Dobrze, mam nadzieje że szybko znajdziecie sprawcę. Z tego co mi uświadomiono to to że dyplom czeka na mnie u pana dyrektora. Dziękuje i dowidzenia sierżancie - spojrzałam na nich po raz ostatni i odeszłam. Johnny stał oparty o bok auta
- Nie pytaj tylko zawieź mnie do campusu- gwizdnął i spakował dupsko do auta. Parę minut później byliśmy już pod campusem bez słowa wysiadłam i poszłam w stronę pokoju dyrektorskiego, John ruszył za mną
- Wiesz że to nie byli ludzie. Mam racje? -zapytałam a on pokiwał głową w odpowiedzi
- Czyli oni wiedzą co, gdzie i kiedy robię. Tak?- znów potakiwanie. Wkroczyliśmy do pokoju a pani Cambridgeshire podała mi dyplom i już mnie nie było. Dziwne nazwisko baba miała, ale jest dobrze po będę trochę na tej uczelni.
Wyjechaliśmy z terenu Harvardu i ruszyliśmy w stronę mieszkania Johnnego w Bostonie. Wystawiłam nogi za okno i porządkowałam sobie w głowie dane które zgromadziłam.

Śmierć rodziców: Sprawka upadłych i wilkołaków.
Tropienie: Wytropili mnie za pomocą energii życiowej.
Przyjaciele: Cztery pół wilkołaki, trzy normalne wilkołaki, Jo i Isabell.
Dom: Wszystkie rzeczy zostały spalone i będę teraz mieszkać u Bambo.
Cel: Odnaleźć swoje przeznaczenie.

Po piętnastu minutach drogi dojechaliśmy na miejsce. Tęskniłam za tym mieszkaniem w końcu gdyby nie ono nie przeżyłabym... Aha i jeszcze gdyby nie Jo.
     Podczas jazdy windą dotarło do mnie że jedyne ciuchy jaki mi zostały to te z biwaku i będę musiała poprosić Johnnego o pożyczenie ubrań. W końcu dotarliśmy do mieszkania
- Gdzie mam spać?- zapytałam
- W mojej sypialni. Ja będę spać na kanapie lub z tobą jeśli zechcesz- i jak go nie bić, co? Odrazu po wejściu ruszyłam do łazienki a w głowie jedna myśl: Długa gorąca kąpiel z pianką i przy świecach, wiem ze świecami przesadziłam ale kilka dni bez ciepłej wody musiało się jakoś odbić.
Łazienka Jo była urządzona nowocześnie i wszystko było białe, wanna umieszczona była na samym końcu pomieszczenia, a nad nią znajdywały się dwa wielkie okna z przyciemnianymi szybami. Puściłam wodę do wanny, nalałam płynu i zaczełam się rozbierać, spodnie poszły jako pierwsze a po nich góra, zostałam w samej bieliźnie. Patrzyłam na swoje ciało, schudłam widać to było po obojczyku który był bardziej widoczny. Spojrzałam na znamię, dotknełam go, było gorące olałam to i zrzuciłam z siebie bieliznę. Weszłam do wanny i oddałam się rozkoszy płynącej z kąpieli. Zanurzyłam się CAŁA i wypuściłam powietrze. Przeszedł po mnie dreszcz a plecy zaczęły piec, wynurzyłam się i wciągnęłam powietrze aż się zakrztusiłam. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu, plecy piekły coraz bardziej. Wzięłam do ręki słuchawkę i zlałam się lodowatą wodą co było złym pomysłem. Wyskoczyłam z wanny i padłam na posadzkę, nie mogłam wytrzymać piszczałam w myślach w końcu zabrałam się i zawołałam
- Johnny!! Aaaaaaa!- brakło mi tchu. Szybko chwyciłam ręcznik i po sekundzie chłopak już był w łazience. Jego wzrok utkwił na moich plecach
-Pomóż mi...Proszę- wyszeptałam i ból mnie pochłonął. Piszczałam aż gradło mnie bolało. John ułożył mnie na brzuchu i poszedł gdzieś, a potem wrócił ze sztyletem w dłoni. Spojrzałam na jego twarz
-C..c...Co ty robisz? Po co ci to?- wyjąkałam
- Ciii... Daj mi chwilę - uniósł sztylet nade mnie i wbił mi w plecy. Uszło ze mnie powietrze a ból zniknął, nie straciłam przytomności i nadal żyłam
- Co ty zrobiłeś?- odgranął mi włosy z twarzy
- Ktoś próbował cię zabić od środka... Zabiłem to...- pomógł mi wstać i zaprowadził do lustra
 -Najbardziej niepokoi mnie to co masz na plecach- powiedział i delikatnie odwrócił mnie bym zobaczyła o co mu chodzi
- O, kurwa... Co to ma być?- byłam zaskoczona tym co zobaczyłam. Na moich plecach znajdowały się trzy nie znane mi znaki
- Znak upadłych.- powiedział chłopak
- Skąd to się wzięło- pytałam dalej zapatrzona w znaki
- Ubierz się i przyjdź do sypialni. Wszystko ci opowiem- po jego słowach dotarło do mnie że stoje goła, z wyjątkiem ręcznika zasłaniającego przód ciała. Zasłoniłam tyłek i wyszłam z łazienki, widok zadowolonego Bambo przyprawił mnie o mdłości
-Nie gap się, bo ci tak zostanie a piękny i tak nie jesteś- wzruszył ramionami
-Przepraszam że interesują mnie dziewczyny. Ubrania są w szafie wybierz se coś- akurat wchodziliśmy do sypialni kiedy to mówił. Podeszłam do wielkiej szafy i otworzyłam ją, nigdy nie wiedziałam takiego porządku u faceta widać że rzadko tu bywa. Wybrałam tylko niebieską koszulę i ubrałam swoją bieliznę (wypraną co by nie było). Po założeniu majtek zrzuciłam z siebie ręcznik i założyłam koszulę, miałam gdzieś że mam widownię. Skończyłamu ogarniać się, usiadłam na łóżku i słuchałam wypowiedzi Bambo
- Masz cztery znaki upadłych na plecach. Znak pojawia się zawsze po ataku. Ataki były trzy razem z tym przed chwilą. Skąd masz ten czwarty?-spróbowałam sobie przypomnieć i mnie olśniło
- Alan musiał go zrobić...- odsunął się kawałek ode mnie
- Alan nie jest opętany ani upadły. Więc jak miałby to zrobić?- odgarnełam włosy z twarzy
- Zaczepił mnie przed bursem, flirty, przytulanie aż w końcu jego oczy się zmieniły i wbijał szpony w moje plecy. Później wrócił do normalnego stanu- pogapił się na mnie i wstał
- To znaczy że ktoś go kontroluje lub nie wie jak w pełni się zmienić... Obstawiam to pierwsze- po tych słowach zaczął grzebać w szafie a ja dostałam SMS'a.

Od: Party24h.com
  Zapraszamy dzisiaj wieczorem do Party Club w centrum Bostonu zasady takie co zawsze. Pokaż wiadomość a wejdziesz. Czekamy na Ciebie!

  W końcu coś miłego mnie spotkało. Szybko rzuciłam się w stronę szafy i wygrzebałam T-Shirt z którego zrobiłam sukienkę. John spojrzał na mnie wzrokiem pt:''WTF?'' i przemówił
- Co ty tworzysz?- uśmiechnęłam się
- Idę na imprezę a ty kochaniutki wraz ze mną - rzuciłam w niego czarnymi jeansami i czarną koszulą - I niby ja mam to włożyć? Sory mała to nie mój styl.- przesadził
 - Mała to jest twoja pała a ja jestem niska. No dalej wbijaj sie w to.- zatkało go
- No niech ci będzie... Ale tańczyć nie będę- wiedziałam że się zgodzi. Przebraliśmy się i o dwudziestej ruszyliśmy do centrum. Po kilku minutach drogi byliśmy już pod Party Club. Wejście było zawalone ludźmi a napis z nazwą clubu migał. Ruszyliśmy do wejścia
- Wyglądam jak pedał.- skomentował John
- To że dobrze wygladasz nie znaczy że odrazu jesteś pedałem.- zatrzymał się na chwilę i palnął
-I jak zamierzasz wejść? Do jutra tam nie wejdziemy.- przewróciłam oczami i podeszłam do mięsniaka przy wejściu, szepnęłam mu to co zawsze i pokazałam SMS'a, odwróciłam się w stronę chłopaka
- Idziesz czy czekasz do jutra?- prychnął i wszedł za mną do środka. Wnętrze budynku wypełnione było ludźmi, basy rozwalały żebra a barman mieszał drinki z zachwytu wyrwały mnie pretensje towarzysza
- Wszyscy się na mnie gapią. Co ty mu powiedziałaś?- jego nie ogar mnie powala
- Powiedziałam że Bil na mnie czeka a ty chcesz przestać być prawiczkiem i nas wpuścił- skrzyżował ręcę na piersi
- Dlaczego podejrzewasz że jestem prawiczkiem?- Pff...- Dobra nie gadaj tylko się baw. Chcesz drinka?- w odpowiedzi kiwnął głową, a ja pognałam do baru zostawiając go na środku parkietu wśród sexownych dziwiek. Przywitałam się z barmanem i zamówiłam dwa duże Jack Daniel's dla mnie ze spritem a dla bambo z colą, dosypałam też coś od siebie i zaniosłam napój Jo.
Zobaczyłam go stojącego i tylko kiwającego głową na środku parkietu - Masz i do dna.- podałam mu szkalnke
- Co tam dosypałaś?- kuźwa rozgryzł mnie
- Nic, nic teraz pij- wcisnęłam mu drinka do ręki i przyłożyłam do ust
- Pij- powiedziałam a on posłuchał, dla pewności przytrzymałam dno szklanki i wypiłam swój trunek. Oboje wypiliśmy wszystko i rzuciliśmy plastik na podłogę
- Nie będziesz tego żałował- dałam mu słowo, zaczełam tańczyć a on wraz ze mną. Na początku Bambo był trochę drętwy, ale jak się rozkręcił to byści go nie poznali przysięgam. Po chwili zauwarzyłam że jakaś dziunia się na niego gapi więc poinformowałam go o tym
- Jakaś laska cię obczaja. Idź zagadać.- spojrzał na mnie ze skwaszoną miną, ale po namowie skusił się i podreptał ku niej. Zostałam sama na parkiecie. Tańczyłam kręcąc się wokół własnej osi i to nieznośnie sexi. Nareszcie doczekałam się zaczepki
- Nieźle się ruszasz- mało ambitnie ale ujdzie
- Tylko tak mówisz- odpowiedziałam najseksowniej ja umiałam a jego ręcę ułożyły się na moich biodrach
-No ciało to ty masz piękne i ten tyłeczek- klepnął mnie
- Tak przy ludziach? Mrrr... Niegrzeczny- złapałam go za dłonie i zjechałam nimi na poziom wzgórka łonowego
- Lubię takie jak ty. Może jakiś specjalny taniec dla mnie?- przyciągnął mnie do siebie tak mocno że poczułam jak mu stanął. Pobujaliśmy się jeszcze parę minut i poszliśmy do toalety, po drodze złapałam jeszcze dwa drinki i mogliśmy iść się zabawić. W kiblu śmierdziało rzygami, papierosami i dziwkami. Weszliśmy do ostatniej kabiny i zaczęliśmy gre wstępną. Zdjął ze mnie majtki, rozszerzył uda i zaczął grę. Czułam jak jego język wchodzi do mojej pochwy coraz głębiej i głębiej, przytrzymałam go sekundę za włosy i pociągnęłam do góry. Staliśmy teraz twarzą w twarz. Schylił się i całował mnie po szyi a ja rozpinałam mu spodnie, po rozebraniu go w końcu miałam w sobie jego penisa. Usiedliśmy na klozecie i podskakiwaliśmy w szybkim tępie. Złapałam się ścian i stękałam a on przyśpieszył, chyba dostałam orgazmu, ale to z przyczyny ekstazy.  Nie wiem kiedy skończyliśmy się zabawiać, ale ulżyło mi że to koniec, cipka zaczynała mnie boleć. Na pożegnanie klepnął mnie w dupe i wyszliśmy z toalety jakby nigdy nic. Odszukałam Johnnego tańczącego wśród ludzi z dziewczną więc postanowiłam nie przeszkadzać i poszłam się schlać. Wypiłam podwójne diablo i jeszcze inne drinki których nazw nie pamiętam. Wzięłam jeszcze dwie ekstazy, popiłam Danielsem i poszłam tańczyć. Podeszłam do Jo gdy był sam i tańczyłam z nim tak samo jak z tam tym gościem.
    Wyszliśmy z klubu około trzeciej w nocy i szliśmy ulicą prowadzącą do mieszkania. Odrazu ostrzegam nie kontrolowałam siebie. Szłam boso slalomem a buty trzymałam w ręce a tu nie wiadomo skąd, kałuża
- Ej, Jo paczaj basen na drodze- ledwo żywy odpowiedział
- Nie wychodź tam bo krokodyl cię zje- miałam go w dupie. Wskoczyłam do kałuży i zaczełam w niej tańczyć i śpiewać i chlapać wodą na boki, ja takie popierdolone dziecko. Najebana byłam więc miałam prawo. Równie dobrze najebany Johnny zaczął tańczyć na lampie a ja śmiałam się z niego ja głupia i położyłam się w ''basenie''. Dzieci pobawiły się na ulicy i wróciły do odnajdywania drogi do domu
- Przeleciałeś tą dziunie?- nie poznałam siebie
 - A co jeśli tak?- on miał gorzej
- To będę ci gratulować brak prawiczka.- spojrzał się na mnie
- Kobieto ja mam trzystatrzydzieści lat zerżnąłem milion takich jak ona- po tych słowach zrzygałam się i szłam dalej
- To jak przyjdzie do ciebie któraś? Mogę wam odstąpić sypialnie- zaśmiał się
- Taka jedna przyjdzie jutro więc ty wybywasz sobie. Baju, baju.
- Ooo to założe kamery i nagramy porno.
- A co zazdrościsz jej?
- I tak tam nic nie masz więc nie.
- A co sprawdzałaś? Ja wiem tyle że masz fajną dupe.
- Weź bez takich komplementów.
- Haha, czerwienisz się.
- Wcale nie. Mam tylko rozpalone policzki.
- Tak jasne.- i tak ciągnęła się nasza konwersacja. Dotarliśmy nareszcie do mieszkania, weszliśmy do środka i Jo mnie zatrzymał
- Już dłużej nie wytrzymam- powiedział i oblizał wargi
- Jestem głodny jak wilk. Zjemy coś?- jego logika mnie powala
- Dawaj robimy naleśniki- tak naleśniki o trzeciej w nocy mądre
- Dobra nie chce mi się idę spać. Dawaj ścigamy się. Kto pierwszy na łóżku. Raz... Dwa... Trzy. Start- i pognał do sypialni a ja za nim, niestety byłam druga. Skoczyłam na niego gdy już leżał na łożu
- I co mi grozi za drugie miejsce?- podniósł się do pozycji siedzącej a ja siedziałam na jego kolanach - No nie wiem nie wiem czy zasłużyłaś na taką nagrodę- pokręcił głową, złapał mnie za dłonie i zarzucił je sobie na szyje a swoje położył na mojej talii
- Daj mi ją to zobaczymy czy zasłużyłam- rzekłam i  przewróciłam nas na bok, po chwili jego twarz była kilka milimetrów od mojej. Wzięłam głęboki oddech i lekko przechyliłam głowę w prawo a on w lewo, powoli dotkenliśmy się nosami, jego usta lekko musneły mój podbródek i nasze usta się spotkały. Całowałam się pierwszy raz i to z nim, ale byłam najebana i to wszystko tłumaczy.

                                                    Johnny
           Pocałowałem ją. Nareszcie ją pocałowałem. Nareszcie!

                                                         Blue
   Pochłonęło mnie to przysięgam. Czarni jednak dobrze całują.
    To nie trwało długo szybko wytrzeźwiałam i zrzuciałam go z siebie i walnełam go w twarz
- Co ty kurwa robisz?!- krzyknełam
- To co ty. Całuje Cię- tłumaczył się
- Weź spieprzaj.  Miała być nagroda za drugie miejsce a nie kara.- ciągnełam dalej
- To ty nas przewróciłaś ja chciałem Cię zwalić z kolan- o kurwa. Dobry argument
-Dobra wiesz co. Idź już sapać i wypad z mojego łóżka - powiedziałam i przykryłam się kołdrą
- To moje łóżko!- krzyknął zafochany John
- Trzeba było myśleć wcześniej- tymi słowami zakończyłam naszą rozmowę.
     Bambo z hukiem wyszedł z sypialni.

                                                      Johnny
   Wyszłem z pokoju i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Nie wiem co we mnie wstąpiło, Blue to suka a ja to seryjny morderca.
    Pobiegłem do salonu i rzuciłem się na kanapę. Nie mogłem uwierzyć w to co dzisiaj zrobiłem. Nie dość że pieprzyłem się z Zofią to jeszcze pocałowałem tą sukę. Isabell mnie za to zabije a raczej wyssie do ostatniej kropelki, wampir jeden. Próbowałem zasnąć -nic. Leżąc skuliłem się i przypomniałem sobie wszystkie chwile w których ratowałem jej życie i te w kiedy spała w moich ramionach.
      Zakochałem się w niej. Kochałem Blue. Więc świat się na serio kończy. Nie powiem jej tego, może przejdzie. Tak przelece jutro te dwie laski z klubu, zapomnę o tym co czuje i znów będę bezdusznym skurwielem.

                                                            ***
                                                         Blue
    Obudziłam się rano na kacu. Ból rozsadzał mi czaszkę. Nie pamiętałam nic co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.
      Wstałam z łóżka mimo wirówki w głowie. Świat przed moimi oczami był rozmazany a nogi odmawiały posłuszeństwa. Szłam powoli w stronę łazienki gdy nagle żołądek podszedł mi do gardła i musiałam biec. Otworzyłam drzwi z całej siły i padłam na kolana przy klozecie. Wszystkie moje posiłki wyszły ze mnie jednym haftem, włosy wpadały mi do buzi i zostały obrzygane. Gdy uszło ze mnie wszystko co miałam oparłam głowę o muszlę, pozwoliłam zapachowi wymiocin przesiąknąć moje nozdrza
- Widzę że dobrze się czujesz?- głos Jo rozbrzmiał za mną
- Musisz się tak drzeć?- każdy nawet najmniejszy szmer odbijał się echem w mojej głowie
 - Spokojnie. W kuchni masz leki - teraz szeptał, ale ból się tylko nasilił. Ruszyłam do kuchni. Na stole stała szklanka z rozpuszczoną aspiryną a obok niej leki przeciw bólowe. Wypiłam wszystko duszkiem i popiłam tabletki, zakrzutusiłam się lekko i mój nos wypełnił zapach wymiocin widać nie tylko mi świat wirował. Powąchałam siebie i poszłam szukać drugiej łazienki.
Kurw... Mieszkanie jak dla dwóch rodzin i tylko jedna łazienka... litości. Podczas poszukiwań znalazłam źródło smrodu, obok kanapy stała miska z rzygami. Ruszyłam czatować pod toaletą
- John! Ile jeszcze?- mówiłam uderzając pięścią w drzwi
- Skończe to wyjdę- powiedział głos zza drzwiami -
 Ruszaj dupe!- uderzenie
 - Daj mi jeszcze chwilę - krzyknął chłopak
- Siedzisz tam od godziny!- uderzenie
-Cierpliwości!- głos Johnnego został zagłuszony przez dźwięk wody. Po paru minutach byłam już naprawdę wkurzona
- Wiem że sobie walisz, ale ja tu czekam- zamek w drzwiach przekręcił się i chłopak wyszedł
- Już księżniczko - rzekł i pokazał dłonią drzwi
- I niby dziewczyny długo siedzą w kiblu?- tylko się uśmiechnął a ja wkroczyłam do środka.
Umyłam się szybko i poszłam coś zjeść
- Niech zgadne jejecznica lub naleśniki?- odezwał stojący tyłem do mnie ''kucharzyna''
- Naleśniki i sok pomarańczowy jeśli masz.- mówiąc to usiadłam i patrzyłam jak jego umięśnione barki poruszają się podczas mieszania składników
- Nie patrz się tak bo ślinotoku dostaniesz- dalej mieszał ciasto
- Myślałam że po wszystkich walkach będziesz miał blizny- odwrócił się. Moim oczom ukazał się jego kaloryfer dookoła którego znajdywało się mnóstwo blizn i znaków
-Dobra przód już gorzej wygląda, ale dlaczego nie masz ich na plecach?- zapytałam
- Przyjżyj się jeszcze raz.- odwrócił sie i zaczął smażyć a ja przyjrzałam się dokładnie jego plecom, ale nic nie zauważyłam. Przeszłam przez punkty czakramów i już wszystko widziałam, wzdłuż linii kręgosłupa biegła długa blizna a po bokach były znaki nie tylko upadłych. Chłopak skończył smażyć i podał śniadanie na stół
-No nieźle obrywałeś. Co to za znaki?- przełknął jedzenie i spojrzał na mnie
-To runy. Pomagają w gojeniu ran i używaniu magii- po jego słowach jedliśmy dalej w ciszy.
      Gdy skończyliśmy jeść ja poszłam się ubrać a John sprzątał w kuchni. Nagle zadzwonił telefon. Słyszałam jak Bambo odbiera telefon i z kimś rozmawia. Po ubraniu się poszłam do salonu i moim oczom ukazał się widok pakującego torbę Johnnego, zdezorientowana zaczełam go wypytywać
- Po chuj się pakujesz?- zapiął torbę
- Wyjeżdżamy, ponieważ...- zaciał się
- Ponieważ... Kurwa co?!- zarzucił torbę na ramię, chwycił mnie za ręke
- Wyjeżdżamy ponieważ znaleźli nas.- wyszliśmy z mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz