Pozostałą część nocy przespałam, zero koszmarów, zero psychopatów i zero przemian. Gdy otworzyłam oczy na krawędzi łóżka leżała Dakota, wyglądała jakby to ona przeżywała koszmar nie ja.
Byłam cała mokra od potu, włosy przykleiły mi się do twarzy a w ustach czułam posmak rozkładającego się jedzenia. Wstałam z łóżka najcichszej jak mogłam i ruszyłam do łazienki. Odwróciłam się zobaczyć czy Dakota nie obudziła się czasami przez moje słoniowe kroki, ale księżniczka rozłożyła się na całej powierzchni łóżka i spała dalej. Zamknęłam się w łazience na cztery spusty i zrzuciłam z siebie mokrą od potu piżamę. Spojrzałam w lustro, mój nie zmyty makijaż rozlał się po twarzy, włosy po przyklejane do polików a oczy spuchnięte chyba od łez chociaż nie pamiętam że kiedy kolwiek płakałam. Weszałam pod prysznic i pozwoliłam strumieniowi wody oblać mnie całą, dobra nie będę wam opowiadać jak przebiegała moja kąpiel bo po chuk wam to. Moje ciuchy na dzisiejszy dzień wisiały na grzejniku obok klozetu. Moim standardowym ubraniem była bluzka z w miarę dużym dekoltem i spodnie, ale akurat dzisiaj miało być ok. 30° więc założyłam czarne krótkie spodenki, jasnoszary T-Shirt z nadrukiem, wisiorek i do tego moje czarne creepersy, włosy spięte w wysoką kitkę, grzywka na bok a oczy pomalowane grubo czarną kredką i wyszłam z łazienki.
Po zabraniu najbardziej niezbędnego ekwipunku wyszłam z terenu campusu i ruszyłam przed siebie na desce. Muzykę w słuchawkach podkręciłam do maksimum i o niczym już nie myślałam (oprócz uważania na ludzi na drodze, ale to ujdzie w tłumie) Kocham ten wiatr we włosach i tą pustkę w głowie. Jechałam przed siebie bez celu przez jakąś godzinę, aż wjechałam do małego miasteczka w którym był bar mojego kolegi z gimnazjum, Jordana. W pewnym momencie mój telefon zaczął dzwonić, zwolniłam troszeczkę by uniknąć zdarzenia z lampą i nagle JEB! Standard przecież ja zawsze w kogoś wjadę po prostu. Człowiek w którego wjechałam upadł prosto na mnie z tego co zdążyłam zauważyć przed zgnieceniem to, że był mężczyzną. Moja dupa i torba za amortyzowały upadek, ale głowy nic nie ochroniło. Siła z jaką upadłam szybko dała o sobie znać, ból głowy był masakryczny, przed oczami zobaczyłam chwilową ciemność. Mężczyzna na którego wpadłam szybko się podniósł i zaczął coś do mnie mówić, ale słyszałam tylko bełkot.
Nie wiem dokładnie ile czasu byłam nieprzytomna, ale wiem jedno: Zainwestuje w kask. Ocknęłam się na tyłach baru Jordana nie wiem jak się tam w ogóle znalazłam, ale lepsze to niż jakaś ślepa uliczka. Podniosłam się powoli i rozejrzałam się po zapleczu, obrazy przed moimi oczami z każdą sekundą stawały się wyraźniejsze. Drzwi się otworzyły i do środka z bananem na twarzy wszedł Jordan z jakimś typem, po patrzyli na mnie szepneli coś sobie na ucho i usiedli na przeciwko mnie. Po chwili ciszy pierwszy odezwał się Jordan
- Jak się spało księżniczko? Masz farta że zaliczyłaś glebę tuż pod moim barem, wiesz?- uśmiechał się cały czas, w oczekiwaniu że coś skumam
- No lekka to ty nie jesteś, i trudno było mi Cię wewlec po schodach.- Odezwał się chłopak siedzący obok niego
- Ważę tyle na ile wyglądam, więc siedź cicho, a ty drogi Jordanie przedstaw nas sobie, bo nie wiem jak się ten bambus zwie- mówiąc to miałam stu procentową pewność, że jestem tą samą pyskatą Blue - Wybacz mi ten błąd królewno. To jest Johnny Smith inaczej Jo- siedzący obok chłopak podał mi dłoń, a ja tylko kiwnełam głową
- No dobra dzieciaczki ja idę zarabiać hajs, a wy tu grzecznie czekacie aż królewna wróci do żywych- jak powiedział tak zrobił. Zostałam sam na sam z Johnnym, zaczełam mu się przyglądać, wiedziałam że kojarze te twarz. Był afro amerykaninem z brązowymi oczami i karmelową cerą. Przyglądałam sie mu, gdy nagle
- Nie jesteś zbyt młoda na branie prochów?- to pytanie wyrwało mnie ze skupienia z jakim mu sie przyglądałam
- Niech zgadne, wszystko mi się wysypało z torby i już zadzwoniłeś po policje?- jeśli to zrobił to zabije gnoja
- Prochy wysypały ci się na chodnik i nie, nie dzwoniłem nigdzie- odetchnęłam z ulgą, ale kuźwa straciłam wszystko co miałam do końca roku.
- Jordan wie że bierzesz?
- Sam mnie tego nauczył więc raczej wie.
- To mówiłaś gdzie mam dzwonić?- uśmiechnoł się i wyciągnoł telefon
- Odłóż ten telefon, albo to że ćpam będzie twoim najmniejszym zmartwieniem- tak, tak teraz miałam pewność że to dalej ta sama ja. Jo włożył telefon do kieszeni i zaczoł czegoś szukać w swoim plecaku - Trzymaj. To w końcu ja Cię nie zauważyłem- wymawiając te jakże piękne przeprosiny, rzucił na stół torebeczke z białym proszkiem w środku.
- Skąd mam wiedzieć że to na pewno koks? Może to zmielone pigułki gwałtu.- zaczoł sie śmiać, i wysypał zawartosc torebeczki na stół, wyrównał i zaczoł wciągać
- I co? Nic sie nie dzieje. Uwierz mi gdybym chciał ci coś zrobić nie wlekłbym Cię aż tutaj.- po tych słowach wstał z uśmiechem na twarzy i wystawił do mnie rękę by pomoc mi wstać. Udając obojętność wstałam sama, podeszłam do drzwi i wyszłam z zaplecza.
Nie zostałam za długo, zamówiłam to co zwykle: jajecznica i do tego naleśniki z czekoladą i sok bananowy, tak wiem lubie się obżerać ale to nie moja wina że Jordan robi takie zajebiste śniadania. John usiadł na przeciwko mnie i patrzył jak wszystko pochłaniam. Jego uśmiech wskazywał na wyraźne zdziwienie ilością żarcia jaką jadam. W końcu przemówił
- Ile ważysz? - załamka
- Tyle na ile wyglądam - uuuu znam te pokerową minę
- Mi możesz powiedzieć. Bo muszę wiedzieć czy czasami nie zadzwonić po dźwig jak się wywalisz - kuźwa grabisz sobie czarnuchu
- Kobiet sie nie pyta o wagę. Ale u was w plemieniu chyba tego nie uczyli, co?- zaśmiał się i jego śmiech odbił sie echem w moich uszach. On nie miał się śmiać, on miał się zgasić! O już wiem gaśnicą go walne i wtedy zobaczymy dla kogo będzie dźwig.
- To mówiłas że od kiedy bierzesz?- Ha, zmiana tematu wiedziałam że go zatkało
- Od jakiś dwóch lat. Tak samo jak połowa ludu z mojej szkoły .
- Po co to robisz?
- Normalne dzieci palą, rozpuszczone bachory piją a bogate ważniaki ćpają. Ja jestem wszystkim po trochu.
- Skąd to wziełaś?
- Wena twórcza.
- Myślałem że jesteś jedną z tych co biorą wszystko z internetu.
- Nie, nie jestem i przestań tak myśleć bo nie ręcze za siebie.
- Ok. Tylko bez tej agresji.
Wyłożyłam kasę na stół, zabrałam rzeczy i wyszłam z lokalu. Nikt mnie nie zatrzymywał, jechałam po prostu przed siebie.
Gdy wróciłam na kampus ku moim oczom ukazał się radiowóz. Zainteresował mnie fakt że stał pusty. Odrazu ruszyłam biegiem do lochu. Wparowałam do pokoju jakby od tego zależało moje życie, widok zwalił mnie z nóg. Policja przeszukiwala moje rzeczy. Jeden z nich podszedł do mnie i pokazał mi miejsce na łóżku, zrobiłam jak kazał. Kasandra wzięła mnie za rękę, czyli to coś poważnego. Otworzywszy notesik policjant zaczął wywiad:
- Nazywasz sie Bluegijillaja Knowles i masz 15 lat?
- Tak i proszę mówić Blue i niedługo będę miała 16.
- Dobrze, a więc Blue proszę powiedz mi kiedy ostatni raz mialaś kontakt z rodzicami?
- Tydzień temu i proszę mówić prosto z mostu.
Mina funkcjonariusza mówiła sama za siebie, bał się powiedzieć prawdę. Podrapał się za uchem, wziął głęboki oddech i przemówił
- Twoi rodzice nie żyją. Zostali zamordowani dziś w nocy.- zakręciło mi się w głowie a serce przyśpieszyło
- To nie możliwe... To kurwa nie możliwe! - krzyknełam
- Bez takich słów droga panno- odezwał się dyrektor. Wstałam z łóżka mając w głowie słowa policjanta ,, Twoi rodzice zostali zamordowani...'' Jak to zamordowani? Nie mieli wrogów, wszyscy ich lubili, jak to mogło się stać. Dyrektor złapał mnie za ramię i posadził na kolanach Kasandry, funkcjonariusz zaczął swoje wyryte na pamięć słowa pocieszenia
- Bardzo nam przykro, ale będzie dobrze. Musimy Cię zabrać na komisariat i spisać zeznania, każde informacje mogą pomóc w znalezieniu morderców.- mówił to tak spokojnie że aż się rzygać chciało
-Dobrze pojadę z wami. Ale za jedziemy na stacje nie opodal po kawe- policjant uśmiechnoł się a jego kolega pokazał mi drzwi.
Dziedziniec był zapełniony przez gapiów z pozostałych lochów, jaby nie mieli czego innego do roboty. Wsiadłam do radiowozu marki Opel insygnia (jaki fejm) i ruszyliśmy w stronę stacji. Droga się dłużyła a ja cały czas myslałam nad słowami funkcjonariusza.
W końcu dojechalismy na miejsce. Wybiegłam z samochodu w stronę warsztatu ,,Oby chłopaki jeszcze byli w środku'' powtarzałam sobie cały czas. Warsztat niczym sie nie wyróżniał po za tym że śmierdziało w nim pizzą a nie benzyną. Moim oczom ukazał się czarny cadillac na podnośniku a pod nim Jack z latarką w dłoni,
- Cześć czarownico, co Cię sprowadza?- wytarł dłonie w bandanę zwisającą z paska jeansowego kombinezonu
- Hej, przyszłam po El - co by nie było El to mój krwistoczerwony ścigacz
- Mark pojechał ją sprawdzić zaraz powinien być... O wilku mowa. - Marka wjechał na podjazd stacji, zdjął kask uśmiechnął się i krzyknął
Witaj wiedźmo, przyszłaś po to cudo? - poklepał El po kierownicy i rzucił mi kluczyki
- Dzięki, dobra chłopaki widzimy się wieczorem ja lece. Paaa... - przytuliłam ich na pożegnanie i podeszłam do policjanta
- Pojade motorem jeśli wam to nie przeszkadza - nie odpowiedział nic tylko wzruszył ramionami i wsiadł do wozu. Była przede mną godzina jazdy. Ubrałam się i ruszyłam z piskiem opon. Jechałam drogą pod lasem i zatrzymałam się na chwilę. Zaparkowałam ścigacz na poboczu i poszłam w las. Zapach rosy unosił się dookoła, słońce muskało moją twarz a drzewa szumiały uspokajająco. Usiadłam po wielkim dębem blisko szosy układając w głowie co powiedzieć na komisariacie.
Nie mam zielonego pojęcia ile tam siedziałam, ale w stronę posterunku dałam El na najwyższe obroty. W głowie miałam jedno: Znajde tego kto to zrobił. Nieważne ile mi to zajmie.
Cóż robi się coraz ciekawiej ! XD
OdpowiedzUsuń