Budynek komisariatu przypominał wielkie szare pudło, gdzie nie gdzie ściany były przeszklone. Drzwi główne miały dwa skrzydła w odcieniu szarości, metalowe rusztowania otaczały wschodnie ściany budynku a z pikapa stojącego nie opodal wydobywała się muzyka.
Weszłam do środka i podeszłam do policyjnej recepcji, gdzie skierowali mnie na sam koniec korytarza o zgniło- żółtym odcieniu z ławkami pod ścianą. Dookoła unosił się zapach papierosów i męskich perfum. Podeszłam do pokoju na końcu korytarza, ku mojemu zdziwieniu drzwi były uchylone a ze środka wydobywał się głos Jordana.
Głos mojego przyjaciela był spokojny, ale w można było w nich usłyszeć nutę irytacji. Po co go w ogóle zgarnęli? On ostatni raz widział moich rodziców w moje piętnaste urodziny. Odsunęłam się od drzwi kiedy usłyszałam szuranie krzesła od środka. Jordan wypadł z pomieszczenia z wyraźnym wkurwieniem na twarzy. Nie zauważył mnie na szczęście, bo nie wiedziałabym co powiedzieć. Funkcjonariusz wychylił się i machnął ręką w moją stronę, skinęłam głową i weszłam do środka. Pokój nie wyglądał tak jak sobie wyobrażałam, ale da się przeżyć. Usiadłam na przeciwko biurka za którym siedziała pani policjantka. Na biurku leżał dyktafon a obok niego szkicownik. Policjantka obejrzała mnie od góry do dołu i przemówiła
- Rozluźnij się kochana trochę spięta jesteś- założyłam nogę na nogę i rzuciłam
- A pani nie była by spięta po zamordowaniu pani rodziców?- jej mina wskazywała na determinację
- Dobrze. A więc powiedz mi kiedy ostatni raz rozmawiałaś z którymś z rodziców?
- Wczoraj przed apelem zwołanym bez ważnego powodu.
- Czy pod czas tej rozmowy słyszałaś coś co mogło Cię zaniepokoić?
- Mama miała zmęczony głos a tata krzyczał coś z tyłu i...- To wspomnienie dotarło do mnie jakby ktoś dał mi w twarz. Tata krzyczał, ale słyszałam też strzał i spadający wazon. Było jeszcze coś, słowa mamy: ,,Pamiętaj że cię kochamy księżniczko''. Księżniczko mama mówiła tak zawsze kiedy wyjeżdżali nie mówiąc gdzie. Otrząsnęłam się ze wspomnień i dokończyłam
- ...i słyszałam jak coś upada brzmiało jak tłuczone szkło i był jeszcze wystrzał, chyba z dubeltówki którą miał tata - policjanta wraz z towarzyszem wyglądali na zaciekawionych. Funkcjonariusz podszedł do komody stojącej przy drzwiach i wyjął z niej teczkę, podał ją blondynce na przeciwko mnie a ona popatrzyła tylko z obrzydzeniem na zawartość. Wyjęła wszystko co było w środku i podała mi. Serce stanęło mi w gardle na zdjęciu był zdemolowany salon, kanapa była w strzępach a telewizor zwisał na ścianie pobity. Na białych ścianach widniały ściany krwi i o dziwo ślady ogromnych psich łap, ale najdziwniejsze było to że po za krwią i łapami były tam cienie, mieniące się cienie. Następne zdjęcie przedstawiało rozszarpane ciało mojego taty, nie miał połowy gardła a brzuch i klatka piersiowa były otwarte, serce leżało obok głowy której twarz miała przerażony wyraz. Kolejne zdjęcie przedstawiało mamę tu już mniejsza masakra tylko głowy nie było, ale leżała obok pogryzionej ręki. Ostatnie zdjęcie przeraziło mnie najbardziej martwe zwierzę- Wilk- tylko według mnie trochę za duży jak na wilka, miał przestrzelony łeb po za tym nic mu nie było. Odłożyłam fotografie na biurko i przemówiłam
- Hmmm... Obstawiałabym jakiegoś psychopatę gdyby tylko nie ten wilk i łapy na ścianach - chyba nie spodziewali się takiej reakcji, ale rzygać to nie będę
- Ciało tego wilka znaleziono na stole w jadalni. Niestety nie wiemy jak się tam znalazł, ale... - przerwał bo telefon w drugim pokoju zaczął dzwonić. Blondynka wstała i kazała mi za sobą iść. Przeszliśmy przez korytarz do innego pomieszczenia, który jak podejrzewałam okazał się pokojem z dowodami zbrodni. Policjantka położyła na stole dubeltówkę taty i noże do rzucania które należały do mamy, wszystkie we krwi. Po mojej minie blondi stwierdziła że znam te przedmioty i powiedziała że to już wszystko i mogę już iść.
Wyszłam z komisariatu i ruszyłam z stronę El. Stanęłam jak w murowana gdy zobaczyłam Jordana siedzącego na ścigaczu. Podniósł głowę i na jego twarzy pojawił się uśmiech, zszedł z El bo wiedział że go utłukę
- No księżniczko wiedziałem że kiedyś Cię złapią, ale że w takim wieku.- jego słowa przyniosły mi ulgę po wywiadzie
- Jordan jak zawsze pogodny i pełny szczęścia - uśmieszek z szedł mu z twarzy
- Trzymali mnie tam ponad dwie godziny, pytając o morderstwo twoich rodziców i o handel narkotykami- ostatnie słowo zahuczało mi w głowie, nie miałam nic a ni koksu a ni ekstazy... Byłam spłukana. Podeszłam do niego zabrałam kask i wsiadłam na El
- Spotkamy się dzisiaj wieczorem u Mind i przynieś to co twój znajomy mi zabrał - rzuciłam przez ramię i pognałam przez siebie.
Wróciłam na campus, do swojego lochu, do Kasandry i Dakoty które czekały na mnie najwyraźniej ze zniecierpliwieniem. Ledwo weszłam do pokoju i dziewczyny zasypywały mnie gradem pytań typu ''Jak się czujesz?'' czy ''Jak długo tam siedziałaś?'' a najdziwniejsze pytanie padło ze strony Kasandry: ''Pokazali Ci trupy?''. Nie odpowiedziałam na żadne z pytań tylko się rozebrałam i zaczęłam grzebać w szafie
- Pamiętajcie że dzisiaj impreza u Mind. Chyba że mam sama wszystko wypić- dziewczyny wydały z siebie zdziwiony pisk
- Chcesz iść na imprezę tuż po informacji o morderstwie twoich bliskich?- powiedziała najbardziej zdziwiona Dakota
-Tak. Żałoba dopiero po pogrzebie teraz żyje jak dotychczas.- obie wzruszyły ramionami i zaczęły ubierać się na imprezę.
Po godzinie strojenia byłyśmy gotowe, miałam na sobie białą sukienkę do połowy uda z długimi rękawami i białe obcasy z wyciętym palcem. Wyszłam jako ostatnia, zamknęłam pokój i ruszyłam w stronę schodów. Na korytarzu siedział Kevin, wyraźnie na kogoś czekał, spojrzał i ruszył w moją stronę. Jego wzrok był pusty a twarz uformowana w skupienie, przyśpieszył a ja zrobiłam krok w bok by się z nim nie zderzyć. Minęliśmy się a on złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, spojrzał mi w oczy. Przeraziłam się, jego oczy były czarne, próbowałam się wyrwać ale on tylko mocniej zaciskał uścisk. Jego palce na moich plecach wbijały się coraz mocniej jakby miał szpony, w końcu przemówił
- Królowo już nie długo. Uważaj impreza to nie jest dobry pomysł- puścił mnie i poszedł dalej. Nie wiadomo jakim cudem szłam dalej chociaż tego nie chciałam.
Dziewczyny czekały już przy mercedesie. Nie pytały dlaczego tak długo to trwało po prostu wsiadłyśmy i ruszyłyśmy się bawić.
Parking był zapełniony a z warsztatu wydobywała się muzyka, dziewczyny skoczyły szybko do sklepu i kupiły alkohol. No to zaczynamy, pomyślałam i weszłyśmy do środka. Pomieszczenie było wypełnione ludźmi, muzyka podkręcona na maksa i zamiast narzędzi na blatach był alkohol i jedzenie. Podeszłyśmy do stolika dla "VIP-ów" i otworzyłyśmy piwo, ale ja czekałam na Jordana a raczej na towar. Siedziałyśmy chwilę same aż przyszli bracia
- No no, diablica zamieniła się dzisiaj w anioła- krzyknął Chris
- A ty Christopherze jak zawsze uroczy - mówiąc to puściłam do niego oczko
- Zawsze do usług diablico - ucałował moją dłoń i też puścił oczko
- Gdzie jest Ray?- odezwała się zniecierpliwiona Dakotka. Nie dziwi mnie to zbytnio, Ray był jej chłopakiem od roku więc miała prawo się o to pytać. Przyjrzałam się DJ'owi był to Mark a obok niego stał Jack z uniesionym drinkiem do góry i krzyczący ''Do białego rana!!". Po chwili Kasandra poszła tańczyć, a Ray przyszedł do swojej księżniczki i zaczęli się obściskiwać. Mimo woli wywróciłam oczami i zostawiłam ich samych, akurat leciał mój ulubiony kawałek Guns 'n' Rosess- Knockin' on Heaven's Door. Nogi porwały mnie do tańca same z siebie przysięgam. Piosenka się zmieniła a ja tańczyłam dalej po chwili ktoś złapał mnie w biodrach i przycisnął się do mnie, nie powiem miłe to było. Ktosiek ruszał się ze mną
- No naleśniczku nie wiedziałem że tak fajnie się ruszasz.- i czar prysł już wiedziałam kto to jest- Johnny, odwróciłam się natychmiast i odepchnęłam go od siebie, ale on dalej trzymał mnie za biodra - Co się tak wyrywasz, co? Tańcz, spokojnie nic ci nie zrobię- a z obcasa to już on kiedyś dostał? No ludzie
- No bambusku grabisz sobie dalej, ale ruszasz nieźle- zrobiłam obrót do przodu wyrywając się z jego łap i wyszłam na zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła- Jordan, stał pod latarnią przy bocznym wejściu
- No nareszcie księżniczko ileż można czekać?- sięgnął do kieszeni i rzucił mi portmonetkę
- Nareszcie, będę mogła odetchnąć. Dziękuję Ci.- ucałowałam go w polik i wyjęłam zawartość portmonetki, wyspałam troszkę na zewnętrzną stronę dłoni i wciągnęłam. Ulga ogarnęła moje ciało, tęskniłam za tym
- Tak beze mnie?!- głos Johnnego dobiegł od strony bramy
- Dawaj Jo coś się dla Ciebie znajdzie - Jordan poczęstował go jointem
- Acha, młoda wiesz co musisz za to zrobić c'nie? - przypomniał
- Wiem, wiem jaki adres?- wysłał mi adres SMS'em. Co tu dużo gadać jestem delikatnie mówiąc dziwką, straciłam dziewictwo w wieku trzynastu lat (tak to jest jak chodzi się na imprezy ze znajomymi, chłopakiem i Jordanem) ale co by nie było zrobiłam to z kimś kogo kochałam. Bycie dziwką w moim przypadku raczej nikogo nie dziwi.Moje współlokatorki nawet nie wiedzą że ja pale a co dopiero że się puszczam, ale jak się dowiedzą to się nie zdziwią. Hm...Bycie suką ma swoje zalety.
Wróciliśmy do lokalu, ja na parkiet a chłopaki do baru. Teraz mogłam się bawić przez całą noc, przynajmniej jak był nie zacznie się sypać z moich dłoni. O kolejna ciekawostka: Potrafię "czarować" tak jakby, zależy jakie gesty wykonam mama mówiła że każdy członek naszej rodziny tak ma więc luzik. Mark puścił wolną muzykę i musiałam się zmywać z parkietu, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę
- Zrób dzień dobroci i zatańcz ze mną Anielico- całe szczęście to tylko Chris
- Okej, tylko proszę nie nazywaj mnie tak. To w ogóle do mnie nie pasuje- zaśmiał się a potem już byliśmy wtuleni w siebie na parkiecie. Ma farta że lubię tą piosenkę.
- Mam nadzieje że dzisiaj nie zrobisz pokazu?
- Spokojnie, dzisiaj będę się kontrolować.
- Lepiej dla ciebie. Tu jest parę fajnych lasek a ja nie chce żeby o mnie zapomniały.- to prawda chłopaki nauczyli mnie używania magii do wymazywania pamięci ludziom z ostatniego dnia.
- Nikt o tobie nie zapomni i tak zaraz wychodzę. Mam klienta- już chciał coś powiedzieć kiedy Jo podszedł i mu mnie zabrał
- Co ty odwalasz?- zapytałam
- Tańczę z tobą nie widać?- trzymajcie mnie ludzie
- Wolnego? Nie zagalopowałeś się czasami?- uśmiechnął się, całe szczęście poczułam wibracje w staniku (telefon) co oznaczało że muszę się zbierać.
Jordan czekał już w swoim starym Subaru. Usiadłam na tylnym siedzeniu i zaczęłam się przebierać. Białą sukienkę zmieniłam na spódniczkę ledwo zasłaniającą tyłek i czarny stanik sportowy, włosy spięłam w koński ogon i ubrałam finałowe czarne kozaki na szpilach. Nim się obejrzałam byliśmy już pod starym motelem na przedmieściach. Jordan pomógł mi wysiąść z auta i zaprowadził do pokoju gdzie miałam czekać na naiwnego ważniaka zdradzającego żonę. Zostałam sama, tylko ja i stare skrzypiące łóżko. Czekałam i czekałam aż tu nagle rozległo się pukanie do drzwi. Krzyknęłam najseksowniej jak umiałam ''Proszę'' i klient wszedł do środka.
Nie widziałam jego twarzy, jedyne co zdążyłam zauważyć to to że był nagi, tak odrazu, co było dziwne. Całe szczęście że miał gumkę bo inaczej utłukłabym gnoja.
Zmienialiśmy pozycje gdy szyba pękła. Do środka wpadł wilk (przynajmniej jego większa wersja) w psyku miał kawałek zasłony, ale na jego grzbiecie coś było, jakaś postać która parowała jakby pyłem. Postać trzymała w ręku włócznie a drugą przytrzymywała się wilka. Mój partner odwrócił się i zszedł ze mnie, ale miał pecha wilk zaatakował go. Jednym kłapnięciem podniósł go i podrzucił do góry, wtedy parująca postać nabiła mojego klienta na włócznie. Pisnęłam z przerażenia, jeździec i wilk zauważyli mnie. Zerwałam się z łóżka chwytając przy okazji szlafrok i ruszyłam biegiem do drzwi. Szarpałam za klamkę ile sił i nic, ani drgnęły. Postać zsiadła ze swego rumaka i zaczęła kroczyć w moją stronę. Wiedziałam że to już koniec, kiedy rozległo się wycie wilka czas stanął w miejscu. Cisza piszczała w uszach a drzwi się otworzyły, chciałam już wyjść wtedy zjawa wzięła zamach i jednocześnie rozprysnęła się na milion kawałków. Ktoś to zabił. Czas wrócił do normy wilk rzucił się na zabójcę zjawy
- Uciekaj!- usłyszałam i tak zrobiłam.
Parking motelu był pusty. Nie wiedziałam co robić, uciekać czy dzwonić na policję. Padłam na kolana i pozwoliłam by strach wziął górę. Trzęsłam się a pot mnie oblewał, chciałam uciekać ale nie mogłam sie ruszać. Byłam w samym szlafroku, nie opodal rozległ się odgłos stóp bijących o asfalt
- Nic ci nie jest!?- krzyknął biegnący, odwróciłam się i nie wierzyłam w to co zobaczyłam - Johnny. Skąd on się tu do cholery wziął? I dlaczego jego ubrania były we krwi? Co tu się do cholery dzieje?! Chłopak jednym płynnym ruchem postawił mnie na nogi i przytrzymał za ramiona
- Nic ci nie jest?- patrzył mi prosto w oczy a po jego twarzy spływał pot
- N...n...nie - świetnie nawet nie mogłam zbytnio mówić
- Chodź ze mną- już chciałam coś powiedzieć, ale wiedziałam że to na nic. Jego auto stało nie daleko. Jo wziął mnie na ręce gdyż w połowie drogi straciłam całkowicie czucie w nogach. Dotarliśmy do cadillaca, ha widzicie nawet na pół trzeźwo auta rozróżniam. Posadzono mnie na siedzeniu pasażera a mój wybawca zajął miejsce za kierownicą. Odjechaliśmy. Z prędkością światła znaleźliśmy się na ekspresówce prowadzącej do stacji. Po drugim zakręcie odzyskałam jasność myślenia i Jo zaczął tyradę
- Nie dość że ćpa to się jeszcze puszcza, rodzice nie będą zadowoleni- do niego chyba wiadomość o śmierci nie dotarła
- Jakoś trzeba żyć. Skąd się wziąłeś w motelu?- uśmiechnął się
- Można powiedzieć że wpadłem na twój trop- dzisiaj chyba mnie już nic nie zdziwi
-Kim/ Czym było te parująco-świecące coś?- po chwili ciszy powiedział
- Upadły. Czyli mieszanka morskiego potwora ze zjawą, dlatego jego powłoka świeciła.
- A to na czym siedział to wilk tak?
- Wilkołak. Najwyraźniejo został pentany.
- Że co? Jak to opentany?
-Czarne ślepia i krew z pyska: główne oznaki.
- Czarne ślepia... Chwila. Kevin takie miał ale krwi nie było.
- Kevin został opentany w dzieciństwie.
- Acha, zawieź mnie spowrotem na imprezę. Muszę pogadać z Jordanem może da się coś zrobić...- w tej chwili gwałtownie zachamował i spojrzał na mnie z pogardą
- Nie możesz wrócić na imprezę zawiozę Cię prosto na campus i tam droga księżniczko pójdziesz grzecznie spać.- na początku myślałam że żartuje, ale za chwilę zrozumiałam że to jest poważne
- Chyba se jaja robisz? Myślisz że zasnę kiedy duchowate coś chciało mnie zabić?!- spojrzał na mnie i ruszył przed siebie
- Ich radary działają tylko kiedy człowiek jest przytomny lub kiedy nie śpi. Jeśli zaśniesz będziesz miała spokój do rana. Pozostaje pytanie dlaczego szukają właśnie ciebie - wspomnienie wróciło, słowa Kevina
- Kevin mnie zaczepił i zaczął coś gadać ''Królowo już niedługo" - uniósł brwi i wziął mnie za rękę
- Odsłoń ramię.- popatrzyłam się na niego jak na debila, ale dzisiaj dzień dobroci więc zrobiłam co kazał. Domyśliłam się o co mu chodzi -znamię, odsłoniłam prawe ramię na którym było. Oczy Johnnego rozszerzyły się i dodał gaz do dechy
- Schowaj to i nie pokazuj nikomu nawet przyjaciołom- o co mu chodzi? To zwykłe znamię wiem że inne niż wszystkie, ale znamię
- Po cholerę mam go chować? I dla twojej informacji nie zamierzam spać. Jadę do braci i zgłoszę to co się stało. W końcu zginął człowiek- puścił kierownicę i szperał po kieszeniach, po sekundzie wyjął strzykawkę i wycelował ją we mnie. Szarpałam się ale on był silniejszy, poczułam ukłucie w karku i świat zawirował ostatnie co pamiętam to słowa Jo
- To dla twojego dobra anielico- i nastała ciemność.
***
Śniło mi się że jestem z rodzicami w Barcelonie. Szliśmy wzdłuż La Ramblas śmiejąc się i jedząc lody, cała ulica była zalana ludźmi i słońcem. Podeszłyśmy pod pomnik Krzysztofa Kolumba, mama klękła przede mną i rzekła - Pamiętasz zasadę, tak? To co zobaczysz jest świętą tajemnicą- pokiwałam głową i złapałam ją za rękę a ona tatę i przeszliśmy przez punkty czakramów. Pomnik zaczął się otwierać, lwy ożyły a anioły śpiewały. Tunel w pomniku mienił się. Światło zbliżało się do mnie i nagle nastała ciemność, spałam dalej.
Kurde wciągnęło mnie to !
OdpowiedzUsuńAkurat że ciebie to wcięgnie to się nie spodziewałam Bella. Polecaj mnie tam u siebie <3
Usuń